Najnowsze wpisy


nerw mnie wziął w końcu
Autor: iwcia-iwon
13 czerwca 2011, 14:28

prozaiczne kłopoty z logowaniem się tutaj, dodawaniem notek i komentarzy spowodowały niechęć do pisania

mam nadzieję że tymczasowo jestem tutaj

zapraszam

nie wierze że to napisałam
Autor: iwcia-iwon
12 maja 2011, 20:40

jestem ostatnio mega happy, na takim dużym plusie i mam dużo pozytywnej energii w sobie... miła odmiana bo byłam przygaszona i przemęczona, a teraz chce mi się żyć, znowu to czuję w sobie, moc

wczoraj też dałam ognia na siłce - robimy te same ćwiczenia z harrym, żadnego opieprzania sie, konkretne ciężary, wyciskanie na ławeczce, rozpiętki z 7,5kg cięzarem, a potem jeszcze dałąm ognia na bieżni, a w ogóle to jakiś tydzien temu przebiegłam 10 km w ok godzine.... takiej kondychy to nie miałam nigdy...

poza tym zrobiło się ciepło i czesty kontakt z naturą też robią swoje w samopoczuciu, byliśmy kilka razy nad jeziorem i wypożyczyliśmy rower wodny i eksplorowaliśmy okolicę po raz pierwszy, woda wiatr i słońce i widoki, od razu skojarzenia z wakacjami

tylko jestem lekko wkurzona że sie zaniedbałam przez zimę i jednak te 3 kilo wg mnie za dużo mnie uwiera i powoduje pewien dyskomfort, no ale trudno, teraz mniej jem i się pilnuję więc na pewno uda mi sie je kiedyś zgubić ale czy w najbliższym czasie?????

Czu Czu bardzo się rozwinęła i jest cudowna, codziennie o ile nie mam dyżuiru jesteśmy na placu zabaw i zwykle dojeżdza tam albo rowerkiem albo swoim samochodem i ma z tego ogromną frajdę

przez rok pracy w szpitalu ludzie mnie poznali i po bardzo nieprzychylnym przyjęciu jakoś zaakceptowali - bo jako lekarz robiący specj. z rodzinnej jestem często traktowana jako wróg publiczny nr 1;(  bo tak...

mam coraz więcej znajomych tutaj i mam z kim sobie pobalować od czasu do czasu i alkoholizować (ale nie nadużywam)

no i wygladąda na to ze wychodze z wypalenia zawodowego - bo ludzie  i praca w nadmiarze potrafią zniszczyć...

zapowiada sie też że będę miała to szczeście i czeka mnie 3 tygodnie urlopu w sierpniu, po 3 latach bez oddechu dłuższego niż tydzien zapowiada się bosko....

może zemdlić no nie?

 

 

majówka
Autor: iwcia-iwon
02 maja 2011, 22:10

i wreszcie w moim ukochanym Gorzowie... dobrze mi tu

wczoraj pojechaliśmy nad jezioro, wypożyczyliśmy rower wodny i poczułam sie jak na wakacjach, gdyby nie jęczenia Czu Czu byłoby całkiem bosko, woda, słońce, wiatr... i jęczenia Czu Czu...tak ją wykończyliśmy że spałą z 7 godzin w dzień...

poa tym miałąm jakieś wewnętrzne schizy, chyba mam problem ze spędzaniem czasu wolnego:(

normalnie jakiś niepokój w środku mnie dopadł i nie mogłam się uspokoić, stres mnie dopadł że nie mam nic do roboty?, na szczeście przeszło mi jka skatowałam się na siłce, robiliśmy z Harrym te same ćwiczenia i  mistrzyni świata w kulturystyce - właścicielka siłki - dbałą o moją stronę techniczną jak kaleczyłam ćwiczenia to mnie instruowała wiec jestem happy podwójnie, że pod takim okiem przyszło mi dziś pakować

stres i niepokój mi przeszły jak ręką odjął dzięki temu pakowaniu i podejrzewam że wreszcie spokojnie prześpię noc

mam jeszcze lekkiego stresa czy nie zaciążyłam, bo kurde zapomniałąm przez świeta o antykoncepcji, ale pocieszam sie że w moim wieku to płodność jest do dupy

ale jak ktoś ma pecha to i w dupie palec złamie jak powtarza mój kolega po fachu

w zasadzie przez miesiąc jak mnie tu nie było to niewiele się zmieniło

heloł
Autor: iwcia-iwon
05 kwietnia 2011, 14:47

w świecie wirtualnym zapadłam niejako w śpiączkę, czasem odwiedzam ale generalnie wypadłam z tematu nad czym trochę ubolewam

w świecie realnym podupadłam na zdrowiu duchu i generalnie wymęczona jestem, ale cały czas gdzieś w środku się uśmiecham

dzisiaj byłam u Czu Czu w przedszkolu robić stroik wielkanocny - ale głównie chodziło o to żeby być tam razem, co prawda rano była awantura bo nie chciała się ubrać tylko oglądać film o laleczkach robotach echh

potem niechcący zbiłam szybę w jej drzwiach od pokoju wiec juz całkiem sie zestresowałam że się skaleczy, ale tylko ja mam trochę pokaleczone ręce

wczoraj z Harrym poszliśmy razem do siłki, tak jak kiedyś, jak jeszcze nie było Czu Czu, jak kiedyś robiliśmy te same męskie ćwiczenia, potem padłam zdechła do wyra, to co lubię w byciu z Harrym to to że traktuje mnie jak równego sobie partnera

zmieniłam też opony z zimowch na letnie - niestety tylko w  samochodzie,  +3kg przez ostatnie 2 lata się sumarycznie nazbierało niby nic ale za lat 20 to może być +30kg, więc na pakerni walczę z tą oponą nazwijmy to zimową

cała gama emocji w ciągu zeszłego miesiąca sie przez mnie przewinęła, ostatecznie zrezygnowałam z dyżurów tam gdzie mogłam się spotkać z Irkiem, ale z zupełnie innego powodu -  to była łatwa decyzja, ale nikt mi nie uwierzył ze nie chcę tam już pracować, ale już tam nie pracuję, życie toczy sie dalej, ale w weekend miałąm łzy w oczach ze już sie pewnie nie zobaczymy więcej...  ale szybciutko je wytarłam

 

 

 

typowe problemy dnia codziennego
Autor: iwcia-iwon
12 marca 2011, 22:15

w srodę poszłam na imprezkę z dziewczynami, urodziny Magdy... taki babski wieczorek, zrobiłysmy 0,7l wódki we cztery i zapiłyśmy piwami - po 2 na głowę... potem karaoke do 2giej... hmmm jakoś do domu powróciłąm... ale hmm jak na prawdziwego degenerata przystało do pracy dotarłam po 4ch godzinach spóźnienia hmmm

do tej pory nie mogę tego sobie wyobrazić, ze zrobiłam cos takiego....

miałam trochę moralniaka ale już mi przeszło

z czu czu rozpoczełyśmy sezon rowerowy już kilka dni temu, tzn czu czu ma rower, ja jeszcze swojego sie nie dorobiłam...  zawsze mnie mała wrobi i wymyśla, że dojedzie do biedronki, potem robię zakupy i targam te zakupy i jej rower do domu, a cwaniara ma ubaw po pachy...

poza tym mam wypalenie zawodowe po raz kolejny, trochę o mniejszym nasileniu - bo już wyczuwam moment i wiem o co chodzi, i generalnie jestem przeładowana obowiązkami i mam ciągnącą się frustrację i brak mtywacji i lekkiego doła... i zbliża sie czas rozliczeni z fiksuem i z drżącym sercem czekam na wyrok - w zeszłym roku mnie pograżył aż wypaliłąm kilka fajek bo wypić nie mogłam - przecież szłam na dyżur... i jeszcze tylko ubezpieczenie samochodu i będzie z górki... prawie z górki, ale będzie już po

ale czy to nie dziwne że boję się policzenia podatku i ubezpieczenia samochodu, ze mi to ani żyć nie daje i jestem w nieustannym psychicznym dyskomforcie????

bo jak znowu będę musiała zkilku ładnych tysiaków wyskoczyć to się kurde sfrustruję za bardzo i znouw nie będzie wakacji...

chore to jest

no i jeszcze te nieszczęsne sprawy love mi się po łbie kołaczą...

co za shit